INDIANIE KUNA PRZED EKRANEM
brak komentarzy
 

Są takie miejsca na ziemi, dodajmy piękne, do których nie dociera wielu turystów. Składają się na to różne czynniki. San Blas jest jednym z takich miejsc. Schowanym 200 km od cywilizacji zapomnianym rajem, który zamieszkują Indianie Kuna. Od tak zwanego świata rozwiniętego, świata postępu i technologi , tereny należące do autonomicznej społeczności Kuna odgrodzone są: dzikim lasem tropikalnym, rwącymi rzekami, morzem oblewającym przynależne do prowincji wyspy oraz terenami, do których nikt o zdrowych zmysłach się nie wybiera  ze względu na obecność guerilli czyli uzbrojonej po zęby partyzantki. Dla projektu Cinemaya te miejsca, pozbawione elektryczności, gdzie Indianie do dziś rozpalają ognisko wewnątrz domu aby przyrządzić strawę są równie ważne jak duże ośrodki miejskie. I właśnie taką drogę samochodem terenowym przez las deszczowy pokonaliśmy aby potem przesiąść się na łodzie motorowe i dotrzeć do rozlokowanych na przepięknych tropikalnych wyspach terenów Indian Kuna. Indianie ci są bardzo przyjaźni, jednak aby poruszać się po wyspach trzeba przestrzegać wielu praw. Tym bardziej prawa te dają się we znaki, kiedy chce się zrobić kino, dla ludzi, którzy nie oglądają telewizora na co dzień i mają zwyczaje zupełnie inne od naszych. Aby zorganizować pokaz musieliśmy przebrnąć przez rozmowę z Sailą czyli szefem wioski. Po godzinnych namowach otrzymaliśmy zgodę i nasze kino miało odbyć się w sali kongresu. W dzień projekcji na wyspę dotarły podarowane przez rząd krzesła, które musieliśmy zmontować przed projekcją, aby było na czym siedzieć. Sam pokaz odbył się około 19. Jako że tego typu atrakcji na wyspach brak, frekfencja przeszła nasze oczekiwania. Indianie przybyli tłumnie, pozostawiając większość domów na wyspie pustych. Zupełnie innym zainteresowaniem cieszy się nasze kino w miejscach gdzie telewizji nie ogląda się na co dzień, a duży ekran jest zupełną abstrakcją. Wszyscy uważnie wysłuchali kilku słów wprowadzenia o naszej misji w Ameryce Centralnej i przeszliśmy do akcji. Najpierw fale śmiechu związane z kreskówkami Se-ma-fora.  Potem skupienie, a czasami niezrozumienie można było wyczytać z twarzy Indian gdy na ekranie pojawiły się etiudy studentów z łódzkiej Filmówki. Mimo nie do końca jasnych opinii, wszyscy bili brawo, a gdy odpływaliśmy pytali za ile dni wrócimy z powrotem. Indianie Kuna bardzo sceptycznie podchodzą do aparatu fotograficznego, kobiety wręcz nienawidzą gdy się je fotografuje i dlatego jednym z warunków odbycia się projekcji był brak migających fleshy, który poskutkował brakiem zdjęć z tej imprezy.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi