DARIEN GAP…
brak komentarzy
 

Wydawać by się mogło, że w XXI wieku, drogami dojechać da się praktycznie wszędzie, a już na pewno z Ameryki Północnej do Południowej powinna być droga lądowa, jako że oba kontynenty łączy wąski pasek lądu, a trasa jest szlakiem handlowym . Jednak nie! Ku zaskoczeniu takiej drogi nie ma. Jej budowa planowana była wielokrotnie; mówi się, że graniczące ze sobą tereny wschodniej Panamy i północnej Kolumbii są tak dzikie i niedostępne, że drogi wybudować się tam nie da. Nasuwa się jednak parę pytań. Przedewszystkim w dobie wysoko zaawansowanej technologii budujemy drogi przez morza, bagna i wszędzie tam gdzie się to tylko opłaca, więc  czemu inżynierowie z Anglii i U.S.A nie są w stanie zbudować drogi na tym terenie? Z punktu widzenia ekologicznego jest to zbawienie dla tych terenów, jednak zapewne nie te wartości biorą pod uwagę głowy państw odpowiedzialne za tą sprawę. Według mnie na brak tej drogi składa się kilka czynników pozaprzyrodniczych – czysto ekonomicznych. Ciężko powiedzieć, który jest najważniejszy ponieważ obydwa wydają się być równie istotne. Mianowicie żyła złota jaką jest kanał panamski, utraciła by swoje jakże wysokie znaczenie ekonomiczne, znaczenie nie tylko dla Panamy ale także dla Stanów Zjednoczonych, które swoją łapę trzymają na przepływie towarów przez kanał. Każda nawet najmniejsza łódeczka, której właściciel pragnie przedostać się z jednago oceanu na drugi, obciążana jest opłatą minimum 1000 USD za kurs. Można zatem wyobrazić sobie jakie sumy generuje kanał w skali roku, jeżeli każdego dnia jego śluzy przekracza kilkanaście ogromnych kontenerowców oraz setki mniejszych jednostek wodnych.

Nie jest także na rękę, szczególnie rządowi  U.S.A budowa owej drogi ze względu na ryzyko znacznego wzrostu przeplywu kokainy z Ameryki południowej na kontynent północny. Kokainę nazywa się tutaj bardzo adekwatnie do jej znaczenia ekonomicznego białym złotem. Złoto wędruje obecnie drogą morską, gdzie łatwiej kontrolować jego przepływ, otwarcie drogi poskutkowało by prawdopodobnie narodzinami setek tysięcy nowych mrówek(przemytników), którzy próbowaliby poprzez przemyt otworzyć sobie drzwi do lepszego świata.

To jeszcze nie koniec łańcucha pokarmowego. Nie bez znaczenia pozostaje w tej sprawie głos Kolumbii, której także droga przysporzyłaby najwyżej kłopotów, a na pewno nie benefitów. Gdyby Kolumbijczycy zgodzili się na budowę traktu, wsparcie finansowe U.S.A na rzecz wojny antynarkotykowej w Kolumbii, zostałoby rzecz jasna ucięte. A to natomiast poskutkowałoby osłabieniem pozycji rządowej, która prowadzi regularną walkę z partyznatką lewicy (FARC) oraz skrajnie prawicowymi bojówkami (Paramilitares). Obie wyżej wymienione grupy obecnie zepchnięte zostały na tereny prowincji Darien, jako że nie ma tam drogi, a jej teren graniczy z Panamą, są w pewien sposób odizolowane od reszty kraju, w którym można powiedzieć nie czuć atmosfery wojennej.

Darien Gap ( z ang. Dziura Darien) tak nazywa się pejoratywnie magiczne miejsce, gdzie niestety na tle konfliktu najbardziej cierpią grupy etniczne wywodzące się z tych terytoriów. Są mimowolnie uwikłane w polityczną potyczkę, często muszą opuszczać swoje wioski i szukać nowego życia, a to dlatego, że ich tereny zajmuje partyzantka lub nie podobało się partyzantom zachowanie jednostek względem polityki grup zbrojnych. O konflikcie nie mówi się głośno, jest to temat tabu. Nikt z mieszkańców regionu nie ma na tyle odwagi, aby skrytykować, którekolwiek działania czy to rządowe czy bojówkarskie.

Cały proceder skutkuje brakiem drogi i wręcz płonącą w niestabilności politycznej i niebezpieczeństwie  sytuacją w regionie. Szutrowa droga właściwie istnieje jednak kto o zdrowych zmysłach odważy się wejść do paszczy lwa?

My się nie odważyliśmy. Polecieliśmy naokoło. Podzieliliśmy się na dwie grupy. Dwie osoby poleciały samolotem dwie natomiast pokonały trasę jachtem, przez malowniczy archipelag przybrzeżnych wysepek San Blas.

Niestety nasze auto ani nie zmieściło się na jacht, ani do bagażu podręcznego w samolocie. I tak zaczęła się cała przeprawa.  Najpierw musieliśmy załatwić kontener. W tym celu pojechaliśmy do Colon miasta portowego, gdzie poinformowano nas, że  niestety ale tu tego nie załatwimy i bez agenta żeglugi morskiej, raczej jest to nierealne. Trochę pobłądziliśmy i wreszcie się udało. Przedstawiciel firmy transportowej załatwił wszystko i od momentu znalezienia agenta, aż do momentu kiedy przychodzi do rozliczenia kosztów, nie było w tej operacji nic strasznego. Kontener  kosztuje okolo 1800 usd, a trasa jest podobna  do przepływu promem z Polski do Szwecji. Więc może to być kolejny powód dla którego droga wciąż nie została wybudowana.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi