BOGATE WYBRZEZE
brak komentarzy
 

- To co? Przez Kostarykę lecimy w miarę szybko co?

- No koniecznie, jak nie to lokalne ceny zniszczą nasz budżet!

I tak właśnie z planem szybkiego przejechania kraju prezkroczyliśmy jego granicę.  Oczywiście plany to jedno, a ich realizacja to zupełnie inna para kaloszy. Z „szybkiego przejazdu” zrobiły się trzy tygodnie. Większość tego czasu spędziliśmy w Monteverde, miasteczku założonym przez Queakersów. W czasie wojny w Wietnamie, małe komuny żyjące w harmonii z naturą, które odrzucały moduł życia konsumenckiego, zbuntowały się także względem służby wojskowej. Potraktowano ich wtedy jako dezerterów wojennych, nie biorąc pod uwagę argumentów, że ta wojna nie jest ich wojną, a służba wojskowa jest wbrew ich przekonaniom. Zjednoczona komuna podjęła decyzję o emigracji i wystąpiła z apelacją o azyl do rządu Kostaryki, który tę prośbę rozpatrzył pozytywnie. Od lat siedemdziesiątych komuna kształtowała miasteczko, dziś będące mekką turystyczną i oazą spokoju. Na ulicach mieszają się języki różnych państw świata, a mieszkańcy niekoniecznie przypominają rodowitych Ticos. Ticos – tak potocznie w Ameryce Łacińskiej nazywa się Kostarykańczyków. Monteverde położone jest w jednym z niewielu pozostałych na świecie ekosystemów „lasu chmurnego”. Nazywany jest tak ze względu na wiecznie unoszącą się nad nim mgłę. Las jest domem dla bardzo wielu roślin – endemitów oraz ginących gatunków zwierząt. Świadomość ekologiczna w tym regionie stoi na bardzo wysokim poziomie. W mieście działa kilka instytutów badawczych, które monitorują zmiany klimatyczne spowodowane na przykład efektem cieplarnianym. Co ciekawe w okolicy znajduje się instytut badający życie nietoperzy, które ubóstwiają wręcz klimat lasu chmurnego i występuje tu kilkanaście gatunków. Dowiedziono, że klimat powoli ociepla się co wpływa na powolną degradację środowiska naturalnego tych ssaków. W ostatnich latach odnotowano migrację nietoperzy z niższych partii gór na wyżyny. Wszystko to ma swoją podstawę w zmianie temperatury. Nietoperze migrują wyżej aby odnaleźć klimat dla siebie idealny, który wraz z ociepleniem przenosi się w zimniejsze i najwyższepartie gór. Jedna grupa nietoperzy wysokogórskich jest obecnie szczególnie zagrożona ponieważ wyżej już się nie da mieszkać, bo góry poprostu na tej wysokości się kończą. Przy takim tempie ocieplania się klimatu za kilka lat nie będą mogły odszukać swojego środowiska naturalnego i prawdopodobnie wyginą. W takiej kolejności rzeczy następne migrujące w stronę niższych temperatur gatunki także czeka marny los.

Ptasi gaj – tak można by nazywać tę część świata. Od rana do nocy ptaki porozumiewają się ze sobą, komponując swoje melodie współgrające z dźwiękami miasta. W Costaryce występuje kilkaset gatunków ptaków co czyni ten kraj jednym z najciekawszych punktów ornitologicznych na świecie. Widok aparatu fotograficznego, który przypomina raczej bazukę nie jest niczym dziwnym. Ściągają tu badacze i fotografowie z całego świata,  aby obserwować życie latającej fauny. Przy odrobinie szczęścia w lesie natknąć się można na przeurocze, osowiałe leniwce, które cały dzień jedzą i śpią na zmianę.

Kostaryka niewątpliwie jest najbezpieczniejszym i najbardziej rozwiniętym krajem Ameryki Centralnej, poziom życia zdecydowanie przewyższa sąsiadującą Nikaraguę, Honduras, a nawet Panamę, no może wyłączając z tego samo miasto Panama, które jest metropolią jakich nawet w Europie mało.  Niestey wciąż pozostaje ona Ameryką Centralną gdzie bezpieczeństwo jest piętą achillesową, a napady są zupełnie normalną sprawą. I tak właśnie po pobycie w domu naszych znajomych w Monteverde, w górskiej chacie, do której woda pitna dopływa prosto ze strumienia, a z okna roztaczał się widkok na las tropikalny, zapomnieliśmy się nieco. Sielanka jak najbardziej ale trzeba mieć oczy dookoła głowy i zawsze szeroko otwarte. W małej nadmorskiej miejscowości przytrafiła nam się niezbyt przyjemna sytuacja. Nasza grupa rozdzieliła się. Dwie osoby poszły po zakupy natomiast pozostałe dwie na plażę. Gdzie po kilku minutach zostały napadnięte przez lokalną grupkę rzezimieszków. Rabusie plan mieli opracowany doskonale. Prawdopodobnie co noc kroją kogoś na tej plaży. Nie ukradli zbyt wiele i na szczęście nic się nikomu nie stało, ale cała akcja była bardzo niebezpieczna, a na ciele poszkodowanych pozostało kilka powierzchownych pamiątek po nożu oraz niepokój mentalny, który towarzyszył nam jeszcze kilka dni po sytuacji. Ku przestrodze, plaże zawsze są najbardziej narażone na tego typu akty, wiec po zmroku szczególnie obok skupisk miejskich w Ameryce Łacińskiej przestrzegać trzeba zasady ograniczonego zaufania i poprostu na takie plaże nie wychodzić.

Czasami jednak zasady warto nagiąć, w nocy na plażach nie grasują tylko rabusie. W czasie naszego pobytu z wody na piachy wybrzeża Karaibskiego wychodziły ogromne żółwie- w celu złożenia jaj, wiadomo. Aby spotakć takiego 2 metrowego żółwia trzeba uzbroić się w cierpliwość (czasami całą noc przemierza się plażę), oraz w latarkę z czerwonym światłem, które takiego żółwia nie razi i nie płoszy. Jako ,że gigantyczne żółwie morskie są gatunkiem zagrożonym plaże penetrowane są przez wolontariuszy z okolicy. Za podebranie jaja z miejsca lęgowego grozi nawet kara więzienia. Niestety na czarnym rynku, bez większego problemu kupić można przypominające piłeczki pingpongowe zółwie jajeczka, uchodzące za największy rarytas zaraz obok iguan czy czarnych małży morskich.

Kostaryka jest krajem niezwykle zróżnicowanym, rozciąga się wzdłuż dwóch zupełnie różnych wybrzeży: morza Karaibskiego oraz Pacyfiku. Ląd budują liczne wysokie i aktywne wulkany, góry porośnięte lasem tropikalnym, oraz suche stepowe równiny, które porasta karłowata roślinność. W kraju żyją wciąż dzikie plemiona, do których dotarcie jest bardzo trudne. Z drugiej natomiast strony kraj rozbudowuje się przez asfaltowe drogi i duże miasta takie jak David czy stolica -San Jose oraz przemysł. Różnorodność ta powoduje, że Kostarykę oblegają turyści z całego świata. W każdym jej zakątku na przyjezdnych czekają atrakcje od raftingu przez wspinaczkę po podwodne safari. Nasuwa się tylko pytanie jak długo natura zdoła obronić się przed negatywnymi wpływami turystyki?

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi